11/2025 - SpA - sprawy bieżące - Janusz Maderski JACHTY - BUDOWA, KONSTRUKCJE

Przejdź do treści

Menu główne:

Bartosz Redlewski i Jakub Toruński o swoich rejsach (1 etap SpA)

Opublikowany przez w - ·
Relacja Bartosza Redlewskiego
Portimao - Santa Cruz Tenerife
Po długim oczekiwaniu w deszczu, sztormowej pogodzie i wyczekiwaniu na odpowiednie warunki do żeglugi, w sobotę 15 listopada podjęliśmy decyzję że wypływmy nazajutrz o 11:00, wraz z wysoką wodą. Rano w niedzielę odbyło się spotkanie sterników i podjąłem decyzję o wypłynięciu, połowa z nas postanowiła poczekać. Wachałem się jeszcze czy nie opóźnić wypłynięcie do poniedziałku rano. Było dużo rozterek bo karty rozdawała prognoza pogody i każdy analizował  po swojemu jak to rozegrać. Wyglądało na to że przez pierwsze dwa dni będzie mały łomot żeglując półwiatrem, a później już ma być dobrze czyli z wiatrem, no i prognozowana końcówka etapu ciągle się zmieniała  Założyłem że pożegluje bardziej na zachód w kierunku Madery bo pod afrykańskim brzegiem za pare dni miało wiać mocniej niż na zachodzie wierząc prognozom.

Niedziela 16 Listopada 2025 godz 11:00
Start, oddanie cum zabranie na hol Pixela i wyjście na silniku z mariny do główek wejściowych, Ocean, żagle w górę 1 ref na grocie i zaczyna się żegluga pełnym bajdewinem, fala jeszcze nie rozbudowana do mertra wysokości, krótka dająca nam odczuć że jest, wiatr w podstawie to stałe 5-6 B, słonecznie, jest nieźle chociarz spodziewałem się pełniejszego kursu. Widzimy się z pozostała trójka żeglarzy Pixel z przodu, Falka z Asią G lekko z tyłu po mojej prawej, zawietrznej. I tak to wygląda, orkiestra jachtowa wraz z wiatrową grają swoją melodię, jeden hals, jedej jacht, jeden żeglarz. Przed startem narobiłem żarcia, żeby nie bawić się w gotowanie bo może być różnie na początku. Dzień minął i zapadła noc, wszystko ustawione, Ancymon dzielnie znosi falę, a i jego pasażer też ma się nieźle, można zacząć robić drzemki i wejść w tryb rejsowy.

Zaczęło się drugiej nocy wiatr stężał w podstawie 6-7B, deszcz co chwila, ciągle pełny bajdewind, grot 3 refy, dziady czasem włażą na pokład, co się  wychylę  to dostaję bryzgą po gębie, na dodatek dopadła mnie choroba morska jest ciężko, ale stabilnie, spanie tylko możliwe na podłodze. W pewnym momencie zauważyłem że zdjęło mi silnik z pantografu wisiał na resztce wygiętej śrubie mocującej, musiały działać niezłe siły że aż tak ją wygieło, upchałem więc silnik do kokpitu, śrubę mocującą oczywoście utopiłem :) Po trudnej nocy nastał słoneczny dzień wiatr ciągle mocny z połówki grot ciągle na trzy refy jest dobrze.
We wtorek 18tego po spokojnej nocy z przerwami na szkwały nisące deszcz, dzień objawił się wiatrem z rufy, jest słońce, pełen relaks żegluga pod samym fokiem bo z grotem samoster nie chciał współpracować, może dlatego że  został rozkołys i buja na wszystkie strony, nieważne czas nabrać siły na nowo. Po południu kombinacje żaglowe, wygrał genaker, ale foka też zostawiłem, także na całą noc.
Środa to kolejny dzień ze słabymi wiatrami, czasem zmiennymi bo potrafiło powiać w twarz, jak dotąd najgorszy dzień żeglugi dla mnie, dużo kombinacji a efekt w postaci dystansu mizerny, za to pojawiające się deszcze dały możliwość wzięcia małego prysznica. Na horyzoncie pojawił się i szybko zbliżał żaglowiec  Alexander von Humboldt II, płynie do Funchal na Maderze, może to dobry omen dla mnie bo powrócił wiatr z rufy i postawiłem  dwa foki nie musząc robić nic więcej na  pokładzie. W czwartek dostałem więcej wiatru więc trzeba zakasać rękawy, po południu dokładam do bliźniaków grota a co tam, zacząłem też płynąć bardziej na południe (SSW). prognoza z inreach obiecywała wiatr z kierunków bardziej wschodnich , ale jak się później okazało na obiecankach tylko się skończyło wodząc mnie dwa dni za nos przesuwając co rusz termin randki. Do samotnego żeglarza dołączył mały skrzydlaty przyjaciel, nie był zbyt rozmowny, chciał tylko odpocząć, ale wprowadził ożywienie w jachtowym rytmie.
W nocy postanowiłem nie odpuszczać i pocisnąć do przodu, w kabinie jak mawiamy setkowicze jest jak w washing machine, jesteś wszędzie i w każdej pozycji o pożądku i normalnym spaniu zapomnij, gotowanie to już wyższa akrobatyka, nawet zrobienie 2 wymaga innego skupienia :).

Kolejny dzień radości z surfwania po dużych falach , na jednej z nich na zjeździe gps pokazał ponad 14kt szaleństwo, 80 m liny za rufą robi robotę jest stabilnie i można podziwiać majestat oceanu z pokładu dzielnej małej setki nie martwiąc się o przetrwanie.  Z obliczeń wynika że po zmroku powinienem zobaczyć światło latarni Punta de Anaga na Teneryfie o zasięgu 21MM, już blisko. Zwalniam idę pospać bo znając siebie jak zobacze światło to będzie mnie ciągnąć do niego jak  ćmę, i nici ze spania, wiatr też miał taki plan i spuścił z tonu, ale ogon z lin za rufą pozostał. Padłem jak śledź nawet nie wiem kiedy i nie zdążyłem ustawić timera pospałem całkiem dobrze bo nie rzucało i było w miarę cicho, ale i prędkość była żółwia. Jest światło latarni, dwa foki skutecznie mi je zasłaniają , zwijam liny do kokpitu i siedzę na zewnątrz wypatrując lądu, bliżej coraz bliżej i jest wyspa nie mogę napawać sie jej widokiem bo ciemna noc, Nagle coś walnęło w ster przeklnąłem cholerne sieci myśląc że to jedna z nich rano okazało się że straciłem prawą płetwę stabilizacyjną wraz z mocowaniem. W oddali widzę łunę światła tam pewniej jest Santa Cruz ale zasłania ją coś co wygląda jak duża chmura a w rzeczywistosci jest to przylądek Antequera w trakcie zbliżania chmura staje się lądem  następnie ukazuje się Santa Cruz. Nie miałem wchodzić po nocy, ale tak było rozświetlone i wejście do portu widoczne z daleka że moje obawy odeszły, wiatr słabł, w sumie  cieszyłem się bo mogłem zawiesić silnik na pantografie i sprawdzić czy odpali, nie musząc wchodzić na żaglach,  skupiałem się na nawigacji i wejściu do mariny, linię mety sprawdziłem wcześniej i nie zajmowałem się nią już więcej wiedząc że ją przekroczę, gdy miałem milę do wejścia sprzątnąłem grota, sklarowałem moje linowe jak to mówi Ian spagetti, i odpaliłem katarynę niosąc foka do głowek portu. Po minięciu portu handlowego wszedłem do mariny, jeszcze jest ciemno, cisza, spokój, najwolniej jak się da opłynąłem całą zastanawiając się gdzie stanąć, szukałem małych jachtów, bezskutecznie, wybrałem najbardziej widoczne miejsce gdzie zarazem było najwięcej wolnej przestrzeni tak aby nie blokować przypadkiem komuś miejsca, była niedziela 23 listopada

Wypływając z Portimao nie mieliśmy zabukowanych miejsc w żadnej marinie z prostego powodu wszędzie spotykaliśmy się z odmową, jedynie Falka miała to szczęście i Rajmundowi udało si ęuzyskać rezerwację,  w marinie Radazul. Z góry założyłem że płynę do Santa Cruz i będę rzeźbić na miejscu. reszta miała podobne zdanie. W mędzy czasie dobra dusza Edyta stawała na głowie aby coś nam znaleźć, także mieliśmy opcje na drugim końcu wyspy w San Miguel za jej sprawą.

Nastał dzień zaczął się ruch w porcie, w międzyczasie czekająć na otwarcie biura mariny klarowałem jacht rozmawiałem z obok stojącymi żeglarzami wzbudzając zainteresowanie pewnie  jako najmniejszy jacht w porcie z jednym człowiekiem na pokładzie. W biurze lekki stres, uda się czy sie nie uda, opowiedziałem swoją historię starając się zrobić dobre żeglarskie wrażenie, że nie mam rezerwacji,  że mały jacht to wszędzie mnie upchają itd, Pani zaczęła konsultować przez radio z pracownikami mariny i to oni decydowali, byli na tak tylko muszę zmienić miejsce postoju uff, na pytanie o resztę jachtów  dzieleniem miejsca dostałem odpowiedź że to taknie działa i tyle. Po dokonaniu formalności czekałem na pojawienie się obsługi, gdy przybyli powiedziałęm im że płynie tutaj nas więcej, wszyscy na takich samych jachtach  w liczbie 6 do 7, ruszyło radio w ruch i już było wiadomo że nas poupychają, mogłem przekazać dobre wieści dalej i oto jesteśmy.

Relacja Jakuba Toruńskiego
Jest trochę obaw o te dni z większym wiatrem, które mają nadejść ale na razie wiatru jest bardzo mało. Łopoczące żagle, hałasujący takielunek, stukające wszystko rzeczywiście potrafi doprowadzić do szału. Niewiele co się płynie, a noc okazuję się po prostu udręką. Zawsze mnie nieco drażniły te opisy żeglarskie marudzących ludzi, że wiatru nie ma. Nie ma? To weź się chłopie połóż, pośpij, poczytaj, odpocznij, napawaj się. No nie. Jak się okazało naprawdę można "dostać na łeb".
Hałaśliwa noc z gównianym płynięciem. Wszystko stuka. Stuka bardzo nieregularnie, losowo i nieprzewidywalnie. Nagle!
Puk
Puk
Puk
Jakby ktoś w drzwi zastukał. Mało odruchowo nie powiedziałem "proszę" albo "zajęte".
Leżę, słabo płynę to mogę spać do woli. Ale się nie da. Dobra będę czuwał, jak coś zawieje to od razu jakiś zwrot, żagle góra ile się da i rura na Kanary.
Nad ranem zaczyna dmuchać. Jedziemy! Zaczyna być fajnie. Nabieram tempa. Wschodzi słońce. Piękny dzień. Jem jak głupi. W ciągu calego rejsu zjadłem trzy razy tyle co zakładałem. Trzy obiady w ciagu dnia, przekąski, tuńczyki (taaak te azorskie najlepsze) tortille no i sezamki. Jak się dorwałem do słoika miodu (który sam robię tymi rencami przy pomocy pszczół) to jeszcze nigdy mi tak nie smakował i wciągnąłem połowę na raz. Staram się odbudować psychikę. Po całym tym trudnym starcie, po całym tym Portimao, po całym tym doczepianiu kili po nocach w deszczu, po całej tej szalonej podróży 3500km z łodką na przyczepie na raz, po całym tym pożegnaniu trudniejszym niż przypuszczałem, po całym tym finiszu budowy, po całym tym rejsie kwalifikacyjnym, po całym tym trudnym roku, w którym już miałem pożegnać się z możliwością chodzenia na zawsze...
Nie odbuduję się w jeden dzień ale do Teneryfy daleko.
Żegluję, tęsknię, odbudowuję się i jem. Siedzę cały czas w kokpicie i gapię się w ocean. Cały dzień. Do zmroku. Godzina po zachodzie słońca jest najgorsza. Długa noc, długo ciemno, księżyca brak (choć wiem, że kibicuje). Wiatru jest systematycznie coraz więcej. Przez cały dzień powoli rośnie. Przed pójściem spać, choć na trochę, refuję się na trzeci ref dla spokoju i bezpieczeństwa. Idę do środka, umoszczę się i pośpię.
Coś jednak mówi mi żeby wyjść na zewnątrz. Tu dygresja - na tym rejsie postanowiłem bardziej wszystko poczuć niż policzyć, zrozumieć, zanalizować, przedyskutować rozkminić i zeskedżulować. Jestem zmęczony dążeniem do celu, wyrabianiem się w czasie i budgecie oraz doktoryzacją w milionowej specjalizacji.
Wychodzę.
Flaga, banderka na flagsztoku robi
Fyr fyr fyr... potem
Frrr frrr frrr... potem
Frrrrrr frrrrrr frrrrrrr - wietr tężeje ale nadal jest spoko - przecież jestem przugotowany.
Nagle banderka zaczyna robić Frrrrrrrrrrrrrrrr a za minutę FRRRRRRRRRRRRRRRR....!!!
Rzucam się żeby zgasić grota całkowicie. W tym czasie banderka robi to samo tyle, że już bez "F". Tylko RRRRRRRRRRRRRyczy. Dobra co dalej? Lina! Wyrzuć linę za rufę. Jest przygotowana na taką okazję w skrzynce w kokpicie, jest pod ręką. Sklarowana. Wyjmuję => nie sklarowana. Jak ktoś kiedyś rozplątywał bardzo długi przedłużacz to wie co mam na myśli...ja to robiłem po ciemku i na coraz mniej stabilnej łódce. Trzema rękami trzymam się handrelingów, a dwie pozostałe starają się rozplątać sześćdziesiąt metrów liny. Zawody olimpijskie, jprdl szybciej! Co prawda wieje i wyje coraz mocniej ale za to zrobiło się cieplej. Jest. Lina za rufą - łódka się uspokaja jeśli można tak powiedzieć przy tym wietrze i rozbudowanej już fali. RRRRRRRRRRRRR... normalnie banderka rozwali mi pokrywę silnika. Chowam się do środka bo zaczyna lać. Lecę 5.8-6.4 węzła na samym foku i z wypuszczoną lina 60mb za rufą. Największa chwilowa prędkość zanotowana tego uroczego wieczora to 9.1kn jak mnie fala zabrała ze sobą na chwilę. Już nie leżę komfortowo na podłodze na podusiach i kocyku z domu. Staram się przetrwać na koi nawietrznej zaparty nogami o koję przeciwną. Huk fal, wody, wiatru, wycie lin i myśl nie o tym, że nie dam rady tylko jak długo to potrwa i jak się przygotować najlepiej, gdyby miało to rzeczywiście być długo.


Setką przez Atlantyk 2025 wyniki

Opublikowany przez w - ·
Do regat Setką przez Atlantyk 2025 zgłosiło się osiemnastu żeglarzy. Na starcie  stanęło ośmiu żeglarzy. Cała ósemka przepłynęła trasę pierwszego etapu.

Wyniki pierwszego etapu
Bartosz Redlewski, Ancymon - 6 dni 18 godzin 20 minut
Rajmund Balcerek, Falka - 6 dni 23 godziny i 44 minuty
Erdal Luso, Pixel - 7 dni 39 minut
Andrzej Grodzicki, Asia G - 8 dni 2 godzin 40 minut
Ian Carter, Nuts - 8 dni 15 godzin 31 minut
Rafał Ciesielski, Hopsanka - 8 dni 23 godziny i 40 minut
Dariusz Klar, Ja Tam - 9 dni 4 godziny
Jakub Toruński, Scorch - 9 dni 5 godzin 19 minut




Meta

Opublikowany przez w - ·
wtorek, 25 listopada 2025
"Scorch" przecina równoleżnik 28.28. o 16.19 GMT.
Jakub Toruński jest na mecie.  Żeglował równo z Rafałem Ciesielskim i Dariuszem Klarem. Żeglował twardo i szybko. Czas etapu to 9 dni 5 godzin i 19 minut. Rzeczywisty czas przelotu jest o 46 godzin krótszy. Dobry wynik. Wielkie gratulacje! Wielkie gratulacje dla wszystkich. Bardzo wyrównana rywalizacja. Wszyscy zachowali pełne szanse na zwycięstwo w całych regatach. Zrobiliście to!


Dariusz Klar siódmy na mecie.
Po pierwszym spotkaniu z Atlantykiem rozkręcił się. Walczył o prowadzenie w trójce "Hopsanka", "Ja Tam", "Scorch". Po tygodniu na oceanie różnice w tej grupie są bardzo niewielkie.
Czas etapu to 9 dni i 4 godziny (nieoficjalny). Gratulacje!


Rafał Ciesielski szósty na mecie.
Płytka zatoka w której leży Santa Cruz de Tenerife osłonięta jest od wiatrów północnych, zachodnich i południowych wysokimi górami. Na północ od mety regat grzbiet osiąga prawie tysiąc metrów i ostro spada do oceanu. Na południu Teide, ponad chmurami sięga ponad trzy tysiące siedemset metrów. Teraz dmucha z północnego wschodu. Wiatr idzie górą. Przy podstawie wysokiego klifu jest bardzo słabo. Żeby szybko dopłynąć do mety nie można podchodzić zbyt blisko pod brzeg. Tak zrobił Ian Carter. Odszedł dalej od wyspy. Skutecznie. Tak zrobił teraz Rafał. Do końca nie był pewny czy wystartuje. Teraz przyprowadził grupę która wyszła z Portimao 46 godzin po starcie. Żeglował szybko. Przez niemal połowę trasy "Hopsanka" prowadziła w swojej grupie. O 10.40 GMT przecięła linię mety. Czas etapu to 8 dni 23 godziny i 40 minut. Wielkie gratulacje!


Ian Carter na mecie.
Jest piąty. Dobrze przygotował się do regat. Przed startem żeglował na Setce najwięcej z wszystkich uczestników SpA. Opłynął Wyspy Azorskie a potem przypłynął na start. Żeglował bardzo rozważnie. Po przejściu siedmiuset mil Teneryfa testowała cierpliwość doświadczonego żeglarza. Pod brzegiem wysokiej wyspy brakuje wiatru. Odszedł od brzegu. O godzinie 02.31 GMT dziobnica "Nuts" przecina równoleżnik 28.28. "Crossed first leg finish line at 02H 31m 35s. Very light wind and now going to wait for morning to enter marina" .Osiem dni 15 godzin i 31 minut. To  czas od startu regat. Jan Carter wyruszył 21 godzin później. Rzeczywisty czas przelotu to 7 dni, 18 godzin, 30 minut. Gratulacje!
Na zdjęciu Ian Carter (z lewej) z Erdalem Luso i Bartoszem Redlewskim.


poniedziałek, 24 listopada 2025
Ian Carter zbliża się do Teneryfy. Do mety zostało trzydzieści mil (17.00 GMT). Wiatr słabnie. Jeszcze udaje się utrzymać prawie 4 węzły. Żegluje coraz wolniej. Wokół Teneryfy szeroka strefa flauty. To nie będzie szybkie podejście.
Na północy grupa prowadzona przez Rafała Ciesielskiego żegluje prawie razem. Mają lepsze warunki. Tam dmucha jeszcze  4B.  "Hopsanka" sunie po falach utrzymując pięć do sześciu węzłów. Do mety jeszcze 73 mile. Około trzy mile dzielą "Hopsankę od "Ja Tam" Dariusza Klara. Dziewięć mil dalej "Scorch" Jakuba Toruńskiego. Mają piękne żeglowanie.
Wygląda to nieco inaczej jak na mapce, uwzględniłem czasy wysyłania pozycji.


Andrzej Grodzicki na mecie. Żeglował równo i szybko. Jest czwarty. Przed regatami zaimponował swoim rejsem kwalifikacyjnym. Zaraz po wyjściu ze szpitala gdzie poddał się operacji kolana twardo żeglował po wietrznym i zimnym Bałtyku. Spędził życie zawodowe na morzu. Teraz okazał się doskonałym żeglarzem. Starannie zbudował "Asię G" i bardzo dobrze wyposażył. Odwdzięczyła się. Bezpiecznie pożeglował na Wyspy Kanaryjskie w bardzo dobrym czasie 8 dni 2 godzin i 40 minut (czas nieoficjalny). Wielkie gratulacje!


niedziela, 23 listopada 2025
Trzecie miejsce dla Erdala Luso. "Pixel" przeciął linię mety o 11.39 UTC. Prowadził przez dużą część trasy. Zawsze w czołówce. Czas pierwszego etapu to 7 dni, 39 minut. Dziękujemy za piękną walkę. Gratulacje!



Rajmund Balcerek drugi na mecie. Pojedynek o drugie miejsce zakończył się o 10.16 UTC. "Falka" przecięła linię mety. "Pixel" jeszcze w drodze. Rajmund Balcerek stanął w dryfie i czeka na Erdala Luso by zaholować go do portu Santa Cruz. Potem zamierza pożeglować do mariny Radazul.
Czas pierwszego etapu to 6 dni, 23 godziny i 44 minuty. Gratulacje!


niedziela, 23 listopada 2025

Bartosz Redlewski zwyciężcą pierwszego etapu SpA 2025 (SAC 2025)
Sześć dni, osiemnaście godzin i dwadzieścia minut potrzebował Bartosz Redlewski by dotrzeć do mety pierwszego etapu. Doskonały wynik w trudnych warunkach. Trzeci w historii SpA. Od początku ścigał się w czołówce regat. Długi finisz rozpoczął w piątek 21 listopada na początku szóstego dnia wyścigu. Był na trzeciej pozycji. Postawił więcej żagli niż koledzy. Już wieczorem był na prowadzeniu. Na "Pixelu" i "Falce" drugi fok poszedł w górę. Za późno. Bartosz nie oddał prowadzenia. W sobotę powiększył przewagę nad Erdalem Luso i Rajmundem Balcerkiem do ponad 20 mil. Linię mety "Ancymon" przeciął o godzinie 05.20 GMT (czas nieoficjalny). Wielkie Gratulacje!


Trwa ostra walka o drugie miejsce między Rajmundem Balcerkiem a Erdalem Luso. Obserwujcie trackingi indywidualne
https://share.garmin.com/falka
https://share.garmin.com/SWGCZ



Portimao - Santa Cruz

Opublikowany przez w - ·

sobota, 22 listopada 2025
Bartosz Redlewski twardo przepracował noc. Niósł dwa foki. Prowadzi, powiększył swoją przewagę. Do mety ma 95 mil.  Za "Ancymonem" żeglują niemal razem dwie łódki, "Pixel" i "Falka". Erdal Luso i Rajmund Balcerek mają 28 mil straty do Bartosza. Erdal dogonił żeglującego pod fokiem i z liną z rufy Rajmunda stawiając dwa foki. Rajmund postawił drugi fok. Ostro walczą o drugą pozycję. Czterdzieści mil za "Pixelem" i "Falką" równo płynie "Asia G" z Andrzejem Grodzickim.
Ian Carter wczorajszy dzień i noc spędził ze zrzuconymi żaglami. Rano powoli ruszył, 1,6 węzła.
W drugiej grupie przetasowanie. Ta noc należała do Dariusza Klara. Ma do mety 310 mil. "Ja Tam" wyszedł przed "Hopsankę" Rafała Ciesielskiego i "Skorcha" Jakuba Toruńskiego. Dzisiaj jeszcze silnie dmucha. Jutro wiatr osłabnie ale nadal będzie ze sprzyjajacych kierunków.


piątek, 21 listopada 2025
Po dniu szybkiego żeglowania znów zmiana lidera. Na czele "Ancymon" a za nim "Falka". Bartosz Redlewski ma do mety 160 mil a Rajmund Balcerek 180 mil.
"Pixel" tuż za "Falką". Erdal Luso: "Dwie liny z rufy i surfowanie na dużych falach. Lunch i kawa. Widok błękitnego nieba. Czytanie książki i przygotowywanie się na noc. Dobre chwile. Życie jest piękne."
Andrzej Grodzicki spokojnie, konsekwentnie i szbko do przodu, 4-5 węzłów.
Ian Carter: "Wiatr wyje, a morze jest wzburzone. Zwinięte żagle i lina ciągnąca. Czytanie i drzemka. Bez pośpiechu. Wszystko w porządku na pokładzie."
Rafał Ciesielski żegluje bardzo szybko, często przekracza osiem węzłów. "Hopsanka" ucieka spokojniej żeglującym "Ja Tam" Dariusza Klara i "Scorchowi" Jakuba Toruńskiego.

Ta noc wywróciła dotychczasową kolejność. Nie było spania. Była ostra jazda. Prowadzi Rajmund Balcerek.  Gdy się dało "Falka" trzymała ponad sześć węzłów. Drugi jest Bartosz Redlewski na "Ancymonie". Potem "Pixel" Erdala Luso przed "Asią G" Andrzeja Grodzickiego. Erdal ma nadal problemy z grotżaglem. Udało się zarefować. Trzeci ref na grocie, jeden ref na foku. Żegluje bezpiecznie ciągnąc z rufy linę. To pierwsza czwórka. Niezmiennie, twardo żeglując goni czołówkę Ian Carter. "Nuts" leci trzymając pięć do siedmiu węzłów. W drugiej grupie również odwrócenie kolejnosci. Na czoło wyszedł Rafał Ciesielski. Za "Hopsanką" "Ja Tam" Dariusza Klara i "Scorch" Jakuba Toruńskiego. Wieje. Do trzydziestu węzłów. Rosną fale. Zarefowane żagle, liny z rufy. Jest jazda.

czwartek, 20 listopada 2025
Trwa walka o prowadzenie. Rajmund Balcerek (Falka) niesie foka i grota na drugim refie. Erdal Luso (Pixel)  żegluje pod genakerem. Obaj żeglują równo i mają do mety 285 mil.



Czołowa grupa dostała silniejszy wiatr. prędkości wzrosły do ponad 5 węzłów. Prowadzi Erdal Luso."Pełzacz grota zaciął się na szczycie masztu - wspiąłem się na maszt, żeby go odblokowywać. Niefajnie! Wszystko w porządku. Naciskam z całych sił, żeby jak najszybciej dobić do mety."
Ian Carter Powoli dogania czołową czwórkę. "Omlet na kolację, gdy morze jest spokojne. Wszystko przygotowane na silny wiatr. Silnik zabezpieczony w środku, a długa lina z 3-metrowym łańcuchem gotowa do rozwinięcia".
Jakub Toruński poszukując silniejszego wiatru odszedł na wschód w kierunku afrykańskiego brzegu. Udało się, Podczas gdy koledzy osiagali trzy węzły Scorch trzymał węzeł więcej.

środa, 19 listopada 2025
TRACKING
Setką przez Atlantyk 2025 (Setka Atlantic Challenge 2025)

Tracking wspólny
Skopiujcie i wklejcie w przegladarce:
https://spot.flytrace.com/Tracker/map.aspx?group=3980

Tracking indywidualny
1. Ian Carter https://share.garmin.com/MJEXV
2. Rajmund Balcerek https://share.garmin.com/falka
3. Jakub Toruński https://share.garmin.com/SetkaSorch2025
4. Dariusz Klar https://share.garmin.com/jatam
5. Batosz Redlewski  https://share.garmin.com/7PZCB
6. Erdal Luso  https://share.garmin.com/SWGCZ
7. Rafał Ciesielski Share.garmin.com/hopsanka
8. Andrzej Grodzicki https://share.garmin.com/AsiaG



Start

Opublikowany przez w - ·
Wtorek 18 listopada.
Osiem Setek w grze. Wystartowali: Rafał Ciesielski, Jakub Toruński i Dariusz Klar. Dobra decyzja. Przed nimi ciężka noc. Musza przeciąć ruty prowadzące do Cieśniny Gibraltarskiej. Trzeba uniknąć kolizji ze statkami a tych na drodze Hopsanki, Scorcha i Ja Tam jest bardzo wiele.


Ian Carter goni prowadzących. W czołówce nocna walka i  przetasowania. Erdal Luso odbił pozycję prowadzącego wyścig. Tuż za nim Bartosz Redlewski, Rajmund Balcerek i Andrzej Grodzicki. Link do trackingu w poprzednim poście.

poniedziałek, 17 listopada 2025
LINK DO TRACKINGU SETKĄ PRZEZ ATLANTYK 2025
skopiujcie i wklejcie w przeglądarkę:
https://spot.flytrace.com/Tracker/map.aspx?group=3980

Dzisiaj rano wyruszył z Portimao Ian Carter na Nuts. Goni prowadzącą czwórkę.

Nie wierzcie prognozom. Patrzcie na nie ale im do końca nie ufajcie. Nawet te najbliższe dwu - trzydniowe mogą nie być trafione a im dalsze tym większa szansa, że się nie spełnią. Gdy siedzimy na lądzie przed komputerem mamy tylko złudzenie, że wiemy jak jest w konkretnym miejscu na oceanie.  Nawet gdy żeglujemy w słoneczny dzień po zatoce ciesząc się wiatrem 3B spod małego cumulusa może dmuchnąć tak, że położy masztami na wodzie duże i ciężkie jachty. Prognozy tego zazwyczaj nie pokażą. Sztorm który ma przyjść za kilka dni może być tylko nieco mocniejszym wiatrem. Tam gdzie miało być spokojnie może mocno dmuchnąć. Prognozy dobrze jest sprawdzić. Być gotowym na wszystko. Podejmować decyzje kierując się własnym doświadczeniem i gotowością żeglarza oraz jachtu na przyjecie trudnych warunków.
Popatrzmy, z dystansem, na to co może czekać Andrzeja, Erdala, Bartosza i Rajmunda. Oni są zdeterminowani i gotowi.
Mocny start już za nimi. We wtorek i środę spokojna żegluga baksztagiem z wiatrami do 15 węzłów. W czwartek wiatr zacznie rosnąć ale nadal poza szkwałami nie powinien przekraczać 20 węzłów. Dobre szybkie żeglowanie. W piątek i sobotę stały wiatr ponad dwadzieścia węzłów. Bardzo prawdopodobne trzydzieści. Sześć do siedmiu stopni Beauforta. Z baksztagu. To zupełnie co innego jak konieczność żeglowania pod taki wiatr. W niedzielę i poniedziałek wiatr osłabnie ale nadal będzie sprzyjający. Wtedy być może będą przecinali linię mety.
Obraz pokazuje prognozowaną sytuację w miejscu w którym prawdopodobnie żeglarze znajdą się w piatek 21 listopada.


Autor: Setka o Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nocne żeglowanie zmieniło kolejność. Po dziewiętnastu godzinach od startu cała czwórka żeglarzy jest nadal blisko siebie. Różnice są niewielkie. Prowadzi Rajmund Balcerek na Falce. Od Portimao dzieli go 78 mil. Cztery mile za Falką żegluje Bartosz Redlewski na Ancymonie. Cztery mile za Ancymonem Erdal Luso prowadzi Pixela. Na czwartym miejscu tuz za Pixelem żegluje Asia G Andrzeja Grodzickiego. Wszyscy są już poza rutą prowadzacą do Gibraltaru. Wiatr stały ok.25 węzłów z W.

niedziela, 16 listopada 2025
Jest dobre żeglowanie. Pixel, Falka, Ancymon i Asia G. płyną równo i szybko pełnym bejdewindem. Wiadomość od Rajmunda Balcerka. Jest w połowie ruty, niesie foka i grota na pierwszym refie. Prędkość do 6 węzłów. Dmucha stały wiatr 20 węzłów (5B). W porywach 25 węzłów.

Będzie ciężko. Prognozy przewidują na trasie pierwszego etapu wiatry nawet sztormowe. Okno startowe jest otwarte. Dzisiaj na start zdecydowało się czterech żeglarzy: Erdal Luso "Pixel", Rajmund Balcerek "Falka", Bartosz Redlewski "Ancymon" i Andrzej Grodzicki "Asia G.". Wszyscy są blisko siebie i szybko żeglują na południe. Przeszli strefę największego zagrożenia atakami orek. Mijają obszar największego ruchu statków. Erdal Luso prowadzi. Jedną milę za Erdalem żegluje Rajmund Balcerek. Prawie równo z Rajmundem płynie Bartosz Redlewski. Andrzej Grodzicki żegluje jedną milę z tyłu. Dzisiaj i jutro będa mieli wiatr z WNW ponad dwadziescia węzłów. W szkwałach może być zdecydowanie więcej. Jeżeli nadal będą żeglowali szybko to piątkowy sztorm na wysokości Agadiru zostawią za rufą zanim się zbuduje.


Przed startem

Opublikowany przez w - ·

niedziela, 16 listopada 2025
Startują za godzinę. 660 mil po ortodromie. W rzeczywistości zawsze powyżej siedmiuset. Sztorm minął ale lekkich wiatrów nie będzie. Przed nimi mocny wyścig. Przeważnie będzie dmuchało około dwadzieścia węzłów. W szkwałach więcej. Bądźcie zawsze wpięci. Powodzenia!



sobota, 15 listopada 2025
Wieczorem sztorm ma się skończyć. Jutro w niedzielę 16 listopada o godzinie jedenastej startują z Portimao.
Od lewej. Dariusz Klar "Ja Tam", Andrzej Grodzicki "Asia G", Rafał Ciesielski "Hopsanka", Bartosz Redlewski "Ancymon", Erdal Luso "Pixel", Ian Carter "Nuts", Rajmund Balcerek "Falka" i Jakub Toruński "Scorch".




czwartek, 13 listopada 2025
Żeglarze czekają w Portimao na poprawę pogody. Trochę wrażeń Jakuba Toruńskiego. Warto zajrzeć na profil Jakuba Fb Setka.Scorch.
"Dziś podmuchy są konkretne. Świszczy, huczy trzeszczy, chlupie w porcie. I buja. Drobne prace przy łodkach, przepierki i krótkie wymiany uwag fachowych, żartów oraz uprzejmości. Masz może wiertło dziesiątkę? Masz może pistolet do sika? Kto ma szlifierkę? Pokaż jak to zrobiłeś. A zobacz czy mnie widzisz na ajsie. Padło nawet takie zdanie -  Dobra to bierzemy się za to tylko rozdział doczytam. Niesłonecznie dziś i zmiany niewielkie to wrzucam pare fotek z miasta, ktore ma niejedno oblicze jak sie okazuje.
Fun Club z Francji odwiedzał nas codziennie. Panowie byli ekstremalnie uprzejmi i uczynni. Służyli mową, uczynkiem i samochodem, a dziś na pożegnanie przytachali całe pudło wiktuałów z Bordeaux dla nas wszystkich (dwa ostatnie zdjęcia). Dziękujemy!
(Goście w swoim klubie mają za atrakcje jacht Joshua...)
Zaczęło lać"



Start przełożony. Sztormowy wiatr dmucha z południa. Nadal trzeba czekać na poprawę pogody, może  do niedzieli. Zobaczmy więc zdjęcia Bartosza Redlewskiego z rejsu z Lizbony bartred.blogspot.com .

poniedziałek, 10 listopada 2025
Do Sagres szczęśliwie, bez spotkań z orkami dotarli Ian Carter na Nuts, Bartosz Redlewski na Ancymonie i Erdal Luso na Pixelu. Opuścili Sagres by schować się przed nadchodzacym sztormem. Wiatr przyjdzie z kierunków południowych przed którymi w Sagres nie ma dobrej osłony. W tej chwili wszyscy trzej zbliżają się do Portimao gdzie czeka pozostałych pięciu żeglarzy.



Do Sagres dopłynęli już Ian Carter (Nuts) i Bartosz Redlewski (Ancymon). Wyszli z Lizbony 8 listopada. Czekamy jeszcze na Erdala Luso (Pixel).
W Portimao wszystkie łodki już na wodzie. Trwają ostatnie przygotowania.






Rajmund Balcerek drogę do Portimao opisał na blogu https://setkahorhe.blogspot.com/

sobota, 8 listopada 2025
Wiadomości z Portimao od Jakuba Toruńskiego:
"Caaaaały dzień roboty. Znój, emocje, nerwy, radocha, relacje i deszcz co osiem minut. Za to ciepło, coraz więcej zainteresowania i kolejni setkowicze z nami! Kawa i kanapka w barze naprzeciwko na śniadanie. Potem klar w linach i przygotowywanie masztu do postawienia. W międzyczasie przyjechał Rafał z Hopsanką. Jak już pozwoliła pogoda i woda była wysoko, to taśmowo postawiliśmy trzy maszty. Scorch, Jatam i Hopsanka. To wtedy był znój i emoje albo nerwy i radocha. Już nie pamiętam.
W marinie już jak w domu i wsparcie ogromne mamy od bosmana Carlosa, który z samego naszego gadania, wie jak każdy z nas ma na imie. Mewoinator (ptaszysko mewowate) cały czas próbuje ukraść nam narzędzia. O mały włos odleciałby z dłutem czy kombinerkami. Zachowuje się momentami jak pies i głaskanie nawet wchodzi w grę.
Scorch ma już polską banderę na flagsztoku, a na wancie zawiesiłem portugalską.
W łódce wilgotno i pysznie mimo trwających jeszcze prac wykończeniowych
W nocy przyjechała Falka, a jeden ziomek pytał czy już lokalna prasa o nas wie."




Żeglarze

Opublikowany przez w - ·
sobota, 8 listopada 2025
Rozpoczynają się regaty Setką przez Atlantyk 2025. Bieżące wiadomości znajdziecie również na tym blogu.
Zawodnicy;



Informacja od Bartosza Redlewskiego o planach grupy stojącej w Lizbonie

Opublikowany przez w - ·
07.11.2025

"Sytuacja i plany
Stoimy w Lizbonie (Nuts, Pixel, Ancymon) czekając na odpowiednie warunki by pożeglować do Sagres. Planujemy wypłynąć 8mego w sobotę rano i dopłynąć w niedzielę przed nocą. Na teraz start 11tego jz Śagres jest niemożliwy ze względu na prognozowany mocny południowy wiatr, ma to się odmienić w piątek 14tego, zobaczymy. Możliwe też że będziemy musieli ruszyć się z Sagres do Portimao lub Lagos szukając schronienia przed tym wiatrem i falą."
To wersja optymistyczna. Dzisiejsze prognozy pokazują niesprzyjające warunki do 17 listopada.



Start i meta

Opublikowany przez w - ·
Start do pierwszego etapu Setką przez Atlantyk 2025 to minięcie główki portu Sagres. Linią mety pierwszego etapu jest równoleżnik 28 stopni 28 minut N między Santa Cruz a południkiem 16 stopni W.
Start do drugiego etapu uzgadniają dowolnie zawodnicy stojący na Teneryfie. Dotychczas miejscem startu były mariny Radazul i Santa Cruz de Tenerife.
Linią mety jest południk 61W między wyspami Martynika a St. Lucia.



Jakub Toruński z Portimao:

Opublikowany przez w - ·
Pierwsza noc w czasie jazdy przez Niemcy,
Druga noc w czasie jazdy przez północ Hiszpanii,
Trzecia noc na Scorchu koło katamarana,
Czwarta noc na łódce "ja tam" na przyczepie w marinie,
Piąta noc na podłodze w mieszkaniu kolegów na mieście.
Urobiony jestem jak koń po wielkiej pardubickiej, a jeszcze nie dotknęliśmy tematów żeglarskich.
Czy ja na pewno dobrze wydaję pieniądze i wykorzystuję urlop?
Andrzej z Asia G. zaprosił nas wczoraj na kolację zaraz po tym jak przygotowaliśmy jatama do wodowania. Dziś rano poszedł (jatam nie Andrzej) do wody. Unoszą sie teraz dwie.
Zaczynamy być lokalną atrakcją. Spojrzenia, pytania, cmokania, postukiwanie czy to na pewno ze sklejki, uśmieszki podziwu przemieszanego z politowaniem. Tylko głowny szef mariny pozostaje niewzruszony. Jest bardzo poważny i postępuje zgodnie z  bardziej lub mniej sensownymi zasadami.
Marina chciała zeskanować nam linie papilarne żebyśmy mogli wyjść z terenu lub siknąć legalnie. Wymigaliśmy sie spracowanymi rękami brudnymi od sikaflexu - że nas nie rozpoznają nawet nasze telefony. Dostaliśmy (zgodnie z zasadami) jedną karte na dwóch.
Jutro przyczepki wracają do domu, a my, mam nadzieję weźmiemy się za taklowanie.



Dalej
Copyright 2016. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego