Pasat bardzo nierówny. Wieje trójka przerywana szkwałami do siedmiu. Trudno dobrać żagle. Zbyt często trzeba je zrzucać. Przy siódemce wystarczy jeden fok by żeglować szybko. Gdy wiatr słabnie łódka bezradnie kołysze się w dolinie fali. Jurand jest już tylko dwadzieścia trzy mile od mety. Przed dziobem, blisko prawej burty wysoka, zielona Martynika. Z lewej Saint Lucia. Przez ostatnią dobę żeglował ze średnią cztery węzły. Jeżeli ją utrzyma to powinien przekroczyć metę przed godziną siedemnastą polskiego czasu . Ludek również walczy z porywistym wiatrem. Naprawia samoster. Nie odpuściło sargasso. Stovka przedziera się przez płaty glonów. Udało się przepłynąć dziewięćdziesiąt mil. To nie była lekka doba spokojnej pasatowej żeglugi.