SpA - sprawy bieżące - Janusz Maderski JACHTY - BUDOWA, KONSTRUKCJE

Przejdź do treści

Menu główne:

Dwudziesta druga doba.

Opublikowany przez w - ·

Żeglujesz. Długo. Czas przestaje mieć znaczenie. Ocean nie jest pryzmatem w którym chciałbyś zobaczyć, rozszczepić, ocenić rzeczywistość. Ocean jest innym Światem. Odwiecznym. Niezmiennym. Wolnością w której zanurkowałeś zostawiając za rufą port.
Piękny dzień. Inny. Nad Alczento przechodzi dzisiaj piąty szkwał burzowy. Jurand musiał wyciągnąć sztormiak. Szybko. Zrzucić żagle. Postawić. I od nowa. Ludek próbuje przepłynąć przez łachy sargasso daleko zniesione na południe. Słabiutki pasat poniósł Stovkę sześćdziesiąt pięć mil na zachód. Alczento żegluje po czystej wodzie. Jurand przepłynął dwadzieścia mil więcej.






Nowy Rok, dwudziesta pierwsza doba.

Opublikowany przez w - ·

Na wschód od Bahamów zbudował się wyż. Chwilowy. Za dwa, trzy dni już go nie będzie. Odejdzie na zachód. Niże wyssą z niego powietrze. Zniknie. Teraz jest. Słaby ale rozległy. Działa. Tam gdzie płynie Alczento odwraca północnozachodni pasat trochę bardziej ku północy. Nie wzmacnia odczuwalnie. Raczej stabilizuje wiejącą słabą trójkę. Trójkę z baksztagu. Bardzo dobry kierunek by nieść grota i genaker. Tego nie można zmarnować. Jurand Goszczyński nie odchodzi od steru. Co dziesięć minut trzy wiadra wody na głowę. I jazda. Powoli? Nieważne. Ile się da. Udało się dziewięćdziesiąt mil. Ludek Chovanec dostał trochę mocniejszy wiatr. Nie mocniejszy niż Jurand. Mocniejszy niż był wczoraj. Słabiutki pasat znów trochę chłodzi i pozwala żeglować. Dziewięćdziesiąt mil. Dokładnie tyle co Jurand.




Dwudziesta doba

Opublikowany przez w - ·

Sylwestrowy meteorolog pogubił niże nad północnym Atlantykiem. Od Svalbardu po Florydę. Na środkowym Atlantyku  nisko. Poniżej szerokości Wysp Kanaryjskich. Potem już tylko obszar cisz. Na południe od niego słaby pasat. Tu żeglują Ludek i Jurand.  Dobrze, że zeszli na południe. Wiatr jest słaby. Jest, dmucha. Wieje w dobrą stronę. Na gładkim oceanie delikatny, długi, dwumetrowy rozkołys. Jurand Goszczyński płynie na zachód. Utrzymuje stałą szerokość. Czternaście stopni ponad czternastym równoleżnikiem. Poprawia genaker. Ustawia samoster. Obserwuje ocean przez zejściówkę. Słońce. Pod pokładem jest chłodniej. Pasat trochę mocniejszy od wczorajszego.  Równa dwójka. Czasami dmuchnie z siłą trzech. Udało się przepłynąć sto pięć mil w czasie doby. Jest dobrze. Do mety mniej niż osiemset mil. Ludek Chovanec jest w miejscu gdzie pasat dmucha jeszcze słabiej. Schodzi na południe. Szuka mocniejszego wiatru. Sovka jest trzy minuty poniżej czternastego równoleżnika. Z leciutkich podmuchów udało się wycisnąć siedemdziesiąt mil.




Dziewiętnasta doba.

Opublikowany przez w - ·

Jest gorąco. Lekkie podmuchy z trudem wypełniają żagle. Jedynka, dwójka. Czasami, przez chwilkę trochę mocniej. Wiatr jest zbyt słaby by chłodził. W kabinie Alczento trzydzieści dwa stopnie. Otwarta zejściówka łapie podmuchy. Luk i okienka otwarte. Dobrze, że są. Warto było montować. Jurand Goszczyński i Ludek Chovanec szukają mocniejszego wiatru na południu. Są już blisko czternastego stopnia szerokości. Łódki powoli rozcinają spokojną wodę oceanu. Jurand przepłynął dziewięćdziesiąt mil a Ludek osiemdziesiąt. Przebiegi dobowe nie są złe. W tak słabych warunkach bardzo dobre. To dzięki korzystnemu prądowi. W głównym nurcie potrafi dołożyć w czasie doby ponad dwadzieścia pięć mil.




Osiemnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Prąd Kanaryjski niósł Setki od startu na południe, prawie do spotkania z Prądem Północnorównikowym. Wody Prądu Północnorównikowego pomagają żeglarzom dopłynąć z Wysp Zielonego Przylądka na Antyle. Docierając do Małych Antyli rozdzielają się na dwa nurty. Część  wchodzi w głąb Morza Karaibskiego. Część skręca na północny zachód i tworzy Prąd Antylski płynący wzdłuż Małych a później Wielkich Antyli by na wysokości Florydy spotkać się z Golfsztromem. Zamknięty krąg. Od Ameryki do Europy. Krąg prądów poruszających się jak wskazówki zegara.  Obszar między prądami to Morze Sargassowe. Tajemnicze, wolne od stałych wiatrów. W dużej części omijane przez żeglarzy. Woda Morza Sargassowego ma głęboką, niebieską barwę. Jest niezwykle przezroczysta. Po powierzchni pływają brązowe glony. Sargassum. Jurand i Ludek żeglują na południu przy skraju Morza Sargassowego. Alczento od wczoraj płynie slalomem między pasami sargassa. Może uda się nie zaczepić ich kilem. Wieje słabiutki wiatr. Ledwo dwójka. Łódki płyną powoli. Trzy, czasami cztery węzły. Jurand przepłynął dziewięćdziesiąt mil. Ludek osiemdziesiąt pięć.






Siedemnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Poniedziałek jest powtórką z niedzieli. Spokojny pasat dmucha z siłą dwa do czterech. Łagodne, równe, niewysokie fale przechodzą pod łódkami. Ciepło. Ocean przyjemnie łagodzi temperaturę.  Dobry czas na genaker i ręczne sterowanie. Trzeba wycisnąć jak najwięcej z  wakacyjnych warunków. Czasami sternik schodzi do kabiny by chować się przed palącym słońcem. Nie dać się poparzyć. Powierzchnia fal odbija promienie. Oślepia. Oślepia światło załamane w kryształkach soli na pokładzie. Bez słonecznych okularów trudno byłoby przepłynąć ocean .Nadchodzi fala. Unosi kadłub. Genaker wypełniony delikatnym wiatrem. Pracuje. Zawietrzne zbocze. Łódka przyspiesza. Stovka czasami przekracza sześć węzłów. Ludek Chovanec przepłynął sto mil. Ma jeszcze do mety tysiąc czterysta trzydzieści. Jurand Goszczyński zmusił Alczento do przepłynięcia dziesięciu mil więcej. Tysiąc siedemdziesiąt mil do mety. Ostatni tysiąc z prawie czterech.






Szesnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Drugi dzień Świąt przyniósł zmianę pogody. Wiatr nieco słabszy. Dmucha trzy do czterech. czasami spada do dwójki. Nie ma krzyżujących się fal. Nie ma dziadów. Jest łagodnie pasatem rozkołysany ocean. Dwumetrowe, długie fale. Dwadzieścia pięć stopni. Ciepło. Czasami chmurka zakryje na chwilę niebo. Pozwoli odpocząć od słońca. Spokój. Wakacyjne żeglowanie. Genaker w górę. Jedziemy. To ciągle regaty. Jurand Goszczyński przepłynął sto dwadzieścia mil. Zszedł dziewięć minut poniżej piętnastego stopnia. Zbliża się do czterdziestego pierwszego południka. Na sześćdziesiątym pierwszym, między St. Lucią a Martyniką jest meta. Jeszcze dwadzieścia południków przygody. Ludek Chovanec zszedł dziesięć minut poniżej piętnastego stopnia. Jakby obaj czytali w myślach drugiego. Przepłynął sto mil. Do mety zostało tysiąc pięćset dwadzieścia. Pasat nie jest mocny ale pozwala skutecznie żeglować.






Piętnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Pasat nadal nie dmucha równo. Prędkość wiatru skacze od dziesięciu do dwudziestu pięciu węzłów. Od trzech do sześciu stopni Beauforta. Co chwilę trzeba zrzucać lub podnosić któryś z żagli. Gdy wieje trójka można nieść całego grota i dwa foki wypchnięte wytykami.  Gdy wiatr rośnie trzeba zarefować grota. Potem zrzucić jednego foka. Gdy rośnie nadal grot w dół. Teraz niewielka poprawka ustawienia samosteru. Musi prowadzić inaczej obciążoną żaglami łódkę. Można odpocząć. Po chwili wiatr słabnie. Czy warto stawiać żagle? Jak długo to potrwa? Słabnie. To przecież regaty. Stawiamy. Chwila odpoczynku. Zabawa od nowa. W drugą stronę. Dużo pracy. Zmęczenie. Efektu jakby nie było. Martwa fala nakłada się na pasatowy rozkołys. Szarpie i hamuje łódkę. Męczy. Miejscami tworzą się interferencyjne "dziady". Niemal punktowe wzniesienia oceanu. Niewielkie półtora - dwumetrowe wodne iglice. Żyją kilkanaście sekund. Załamują się. Czasami zmoczą pokład. Te powstające w pasacie są niewielkie. Jeden zajrzał przez luk do kabiny Alczento. Dobrze, że jest ciepło. Szybko wyschnie. Jurand Goszczyński przepłynął sto dziesięć mil. Ma jeszcze do mety tysiąc trzysta. Zszedł prawie do piętnastego stopnia szerokości. Nadszedł ten tydzień w którym lepiej być na południu. Ominąć kolejną strefę cisz i słabych wiatrów. Ludek Chovanec też zszedł w okolice piętnastego stopnia szerokości. W czasie doby przepłynął sto pięć mil. Teraz czas żeglować na zachód.






Czternasta doba

Opublikowany przez w - ·

Wczoraj pasat nie wiał równo z siłą cztery. Przychodziły podmuchy osiągające mocne sześć stopni Beauforta. Pracują foki. Genakery schowane. Fale urosły. Te normalne osiągają trzy metry. Między nimi toczą się pięciometrowe góry. Spienione grzbiety chcą zabrać jacht na krótką przejażdżkę. Gdy odwrócą łódkę burtą mogą ją położyć a w sztormie mogłyby nawet zrolować. Miecze rufowe opuszczone. To silnie ustatecznia kursowo. Pomaga samosterowi. Powstrzymuje łódkę przed odwróceniem burtą do fali. Dobrze by spienione grzbiety nie niosły  łódki tylko szybko i spokojnie przechodziły pod kadłubem. Trzeba na grzbiecie fali przyhamować łódkę. Nie pozwolić jej się rozpędzić. Na Setce wystarczy wypuścić z rufy sześćdziesiąt metrów liny. Liny wypuszczone. Jurand holuje swoją od dwóch dni. Łódka płynie spokojniej. Bezpiecznie. Mniejsze są przechyły z burty na burtę. Skutecznie żeglował Ludek Chovanec. Stovka pokonała sto piętnaście mil. Alczento sto dwadzieścia. To dobre przebiegi. Może również efekt korzystnego prądu. Dodatkowe mile wypracowane taktyką.






Przed Wigilią

Opublikowany przez w - ·

Jurand zbliża się do trzydziestego piątego stopnia długości zachodniej. Ludek ma jeszcze dwadzieścia siedem mil trzydziestego. Wigilia to dzień w którym chcesz odliczać następne kratki na mapie. Co ja tu robię? Sam bawię się z Oceanem. Powinniśmy tu być wszyscy. Ze wschodu przychodzą fale. Błękitne góry pełne delikatnych załamań. Z pasatową regularnością, co dziesięć sekund rosną nad rufą. Doganiają jacht. Unoszą pawęż.  Prześlizgują się pod kadłubem. Czasami biały grzbiet tocząc się ku Amerykom znajdzie kres na grubej sklejce pawęży. Trzaśnie w pudełko kadłuba. Ochlapie bryzgami leżącego w kokpicie żeglarza.  Dobrze, że zeszli na południe. Prognozy się sprawdzają. Na północy nie będzie pasatu. Ludek ma dwie mile do szesnastego stopnia. Jurand jest dwadzieścia mil niżej. Tu mogą liczyć na stały wiatr. Ludek Chovanec przepłynął w ciągu doby dziewięćdziesiąt pięć mil. Jurand Goszczyński sto dziesięć. Pasat nie był mocniejszy jak wczoraj. Dobrych Świąt. Przyjaznego Oceanu.






Wstecz | Dalej
Copyright 2016. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego