SpA - sprawy bieżące - Janusz Maderski JACHTY - BUDOWA, KONSTRUKCJE

Przejdź do treści

Menu główne:

Dwudziesta czwarta doba

Opublikowany przez w - ·

Pasatowe foki równo ciągną łódkę. Pięć węzłów. Kadłub wzmacnia dźwięk wody opływającej burty. Muzyka której słuchasz od miesiąca i chcesz ją słyszeć. Na pokładzie nie ma nic do zrobienia. Trzeba uciec przed słońcem. W kabinie sięgasz po książkę. Wszystkie wyczytane. Na szczęście masz czytnik z tysiącem książek. Genialny wynalazek dla żeglarzy.  Okulary słoneczne, czytnik książek, samoster wiatrowy i bimini na dużej łódce lub duży kapelusz na małej to dla przyjemności żeglowania w pasacie najważniejsze wyposażenie. Przed Alczento ostatnie czterysta mil. Pasat odzyskał siłę. Jurand Goszczyński przepłynął sto piętnaście mil. Niże nie tylko osłabiły pasat. Bardziej niż zwykle na południe powędrowały pola sargassa. Tam gdzie żegluje Ludek Chovanec. Stovka przebija się przez łachy glonów. Czepiają się dziobnicy, kila , steru. Nie chcą wypuścić łódki. Jednak  Ludkowi udaje się skutecznie żeglować. Przepływa dziewięćdziesiąt pięć mil. Wczoraj z Teneryfy wypłynęli w rejs przez Atlantyk Jakub Dąbrowski z Beniaminem Rostankowskim. Jeszcze dwa dni temu prognozy sprzyjały na trasie północnej. Dzisiaj wszystko się zmieniło. Prawdopodobnie najpewniejsze warunki będą na trasie południowej. Powodzenia!






Dwudziesta trzecia doba.

Opublikowany przez w - ·

Zniknęły wczorajsze burze. Obszar cisz i  bardzo słabych wiatrów przesunął się na północ. Wrócił mocniejszy pasat. Dmucha czwórka. W porywach nawet pięć. Wraca fala. Jeszcze niewysoka. Tylko czasami zabiera łódkę na krótki surfing. Na Alczento pracują dwa foki i grot. Taki zestaw wymaga uwagi. Grot potrafi czasami wywieźć łódkę. Wtedy samoster potrzebuje pomocy sternika. Trzeba wrócić na kurs. W nocy, by odpocząć trzeba zrzucić grota. Jurand Goszczyński przepłynął sto dziesięć mil. Do mety zostało pięćset dwadzieścia. Stovka żegluje na wschód od Alczento. Tam też wraca normalny pasat. Z każdą godziną będzie lepiej. Będzie mocniejszy. Ludek Chovanec rozpoczął ostatni tysiąc mil regat. Ostatnia doba przyniosła osiemdziesiąt mil przebiegu.






Dwudziesta druga doba.

Opublikowany przez w - ·

Żeglujesz. Długo. Czas przestaje mieć znaczenie. Ocean nie jest pryzmatem w którym chciałbyś zobaczyć, rozszczepić, ocenić rzeczywistość. Ocean jest innym Światem. Odwiecznym. Niezmiennym. Wolnością w której zanurkowałeś zostawiając za rufą port.
Piękny dzień. Inny. Nad Alczento przechodzi dzisiaj piąty szkwał burzowy. Jurand musiał wyciągnąć sztormiak. Szybko. Zrzucić żagle. Postawić. I od nowa. Ludek próbuje przepłynąć przez łachy sargasso daleko zniesione na południe. Słabiutki pasat poniósł Stovkę sześćdziesiąt pięć mil na zachód. Alczento żegluje po czystej wodzie. Jurand przepłynął dwadzieścia mil więcej.






Nowy Rok, dwudziesta pierwsza doba.

Opublikowany przez w - ·

Na wschód od Bahamów zbudował się wyż. Chwilowy. Za dwa, trzy dni już go nie będzie. Odejdzie na zachód. Niże wyssą z niego powietrze. Zniknie. Teraz jest. Słaby ale rozległy. Działa. Tam gdzie płynie Alczento odwraca północnozachodni pasat trochę bardziej ku północy. Nie wzmacnia odczuwalnie. Raczej stabilizuje wiejącą słabą trójkę. Trójkę z baksztagu. Bardzo dobry kierunek by nieść grota i genaker. Tego nie można zmarnować. Jurand Goszczyński nie odchodzi od steru. Co dziesięć minut trzy wiadra wody na głowę. I jazda. Powoli? Nieważne. Ile się da. Udało się dziewięćdziesiąt mil. Ludek Chovanec dostał trochę mocniejszy wiatr. Nie mocniejszy niż Jurand. Mocniejszy niż był wczoraj. Słabiutki pasat znów trochę chłodzi i pozwala żeglować. Dziewięćdziesiąt mil. Dokładnie tyle co Jurand.




Dwudziesta doba

Opublikowany przez w - ·

Sylwestrowy meteorolog pogubił niże nad północnym Atlantykiem. Od Svalbardu po Florydę. Na środkowym Atlantyku  nisko. Poniżej szerokości Wysp Kanaryjskich. Potem już tylko obszar cisz. Na południe od niego słaby pasat. Tu żeglują Ludek i Jurand.  Dobrze, że zeszli na południe. Wiatr jest słaby. Jest, dmucha. Wieje w dobrą stronę. Na gładkim oceanie delikatny, długi, dwumetrowy rozkołys. Jurand Goszczyński płynie na zachód. Utrzymuje stałą szerokość. Czternaście stopni ponad czternastym równoleżnikiem. Poprawia genaker. Ustawia samoster. Obserwuje ocean przez zejściówkę. Słońce. Pod pokładem jest chłodniej. Pasat trochę mocniejszy od wczorajszego.  Równa dwójka. Czasami dmuchnie z siłą trzech. Udało się przepłynąć sto pięć mil w czasie doby. Jest dobrze. Do mety mniej niż osiemset mil. Ludek Chovanec jest w miejscu gdzie pasat dmucha jeszcze słabiej. Schodzi na południe. Szuka mocniejszego wiatru. Sovka jest trzy minuty poniżej czternastego równoleżnika. Z leciutkich podmuchów udało się wycisnąć siedemdziesiąt mil.




Dziewiętnasta doba.

Opublikowany przez w - ·

Jest gorąco. Lekkie podmuchy z trudem wypełniają żagle. Jedynka, dwójka. Czasami, przez chwilkę trochę mocniej. Wiatr jest zbyt słaby by chłodził. W kabinie Alczento trzydzieści dwa stopnie. Otwarta zejściówka łapie podmuchy. Luk i okienka otwarte. Dobrze, że są. Warto było montować. Jurand Goszczyński i Ludek Chovanec szukają mocniejszego wiatru na południu. Są już blisko czternastego stopnia szerokości. Łódki powoli rozcinają spokojną wodę oceanu. Jurand przepłynął dziewięćdziesiąt mil a Ludek osiemdziesiąt. Przebiegi dobowe nie są złe. W tak słabych warunkach bardzo dobre. To dzięki korzystnemu prądowi. W głównym nurcie potrafi dołożyć w czasie doby ponad dwadzieścia pięć mil.




Osiemnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Prąd Kanaryjski niósł Setki od startu na południe, prawie do spotkania z Prądem Północnorównikowym. Wody Prądu Północnorównikowego pomagają żeglarzom dopłynąć z Wysp Zielonego Przylądka na Antyle. Docierając do Małych Antyli rozdzielają się na dwa nurty. Część  wchodzi w głąb Morza Karaibskiego. Część skręca na północny zachód i tworzy Prąd Antylski płynący wzdłuż Małych a później Wielkich Antyli by na wysokości Florydy spotkać się z Golfsztromem. Zamknięty krąg. Od Ameryki do Europy. Krąg prądów poruszających się jak wskazówki zegara.  Obszar między prądami to Morze Sargassowe. Tajemnicze, wolne od stałych wiatrów. W dużej części omijane przez żeglarzy. Woda Morza Sargassowego ma głęboką, niebieską barwę. Jest niezwykle przezroczysta. Po powierzchni pływają brązowe glony. Sargassum. Jurand i Ludek żeglują na południu przy skraju Morza Sargassowego. Alczento od wczoraj płynie slalomem między pasami sargassa. Może uda się nie zaczepić ich kilem. Wieje słabiutki wiatr. Ledwo dwójka. Łódki płyną powoli. Trzy, czasami cztery węzły. Jurand przepłynął dziewięćdziesiąt mil. Ludek osiemdziesiąt pięć.






Siedemnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Poniedziałek jest powtórką z niedzieli. Spokojny pasat dmucha z siłą dwa do czterech. Łagodne, równe, niewysokie fale przechodzą pod łódkami. Ciepło. Ocean przyjemnie łagodzi temperaturę.  Dobry czas na genaker i ręczne sterowanie. Trzeba wycisnąć jak najwięcej z  wakacyjnych warunków. Czasami sternik schodzi do kabiny by chować się przed palącym słońcem. Nie dać się poparzyć. Powierzchnia fal odbija promienie. Oślepia. Oślepia światło załamane w kryształkach soli na pokładzie. Bez słonecznych okularów trudno byłoby przepłynąć ocean .Nadchodzi fala. Unosi kadłub. Genaker wypełniony delikatnym wiatrem. Pracuje. Zawietrzne zbocze. Łódka przyspiesza. Stovka czasami przekracza sześć węzłów. Ludek Chovanec przepłynął sto mil. Ma jeszcze do mety tysiąc czterysta trzydzieści. Jurand Goszczyński zmusił Alczento do przepłynięcia dziesięciu mil więcej. Tysiąc siedemdziesiąt mil do mety. Ostatni tysiąc z prawie czterech.






Szesnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Drugi dzień Świąt przyniósł zmianę pogody. Wiatr nieco słabszy. Dmucha trzy do czterech. czasami spada do dwójki. Nie ma krzyżujących się fal. Nie ma dziadów. Jest łagodnie pasatem rozkołysany ocean. Dwumetrowe, długie fale. Dwadzieścia pięć stopni. Ciepło. Czasami chmurka zakryje na chwilę niebo. Pozwoli odpocząć od słońca. Spokój. Wakacyjne żeglowanie. Genaker w górę. Jedziemy. To ciągle regaty. Jurand Goszczyński przepłynął sto dwadzieścia mil. Zszedł dziewięć minut poniżej piętnastego stopnia. Zbliża się do czterdziestego pierwszego południka. Na sześćdziesiątym pierwszym, między St. Lucią a Martyniką jest meta. Jeszcze dwadzieścia południków przygody. Ludek Chovanec zszedł dziesięć minut poniżej piętnastego stopnia. Jakby obaj czytali w myślach drugiego. Przepłynął sto mil. Do mety zostało tysiąc pięćset dwadzieścia. Pasat nie jest mocny ale pozwala skutecznie żeglować.






Piętnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Pasat nadal nie dmucha równo. Prędkość wiatru skacze od dziesięciu do dwudziestu pięciu węzłów. Od trzech do sześciu stopni Beauforta. Co chwilę trzeba zrzucać lub podnosić któryś z żagli. Gdy wieje trójka można nieść całego grota i dwa foki wypchnięte wytykami.  Gdy wiatr rośnie trzeba zarefować grota. Potem zrzucić jednego foka. Gdy rośnie nadal grot w dół. Teraz niewielka poprawka ustawienia samosteru. Musi prowadzić inaczej obciążoną żaglami łódkę. Można odpocząć. Po chwili wiatr słabnie. Czy warto stawiać żagle? Jak długo to potrwa? Słabnie. To przecież regaty. Stawiamy. Chwila odpoczynku. Zabawa od nowa. W drugą stronę. Dużo pracy. Zmęczenie. Efektu jakby nie było. Martwa fala nakłada się na pasatowy rozkołys. Szarpie i hamuje łódkę. Męczy. Miejscami tworzą się interferencyjne "dziady". Niemal punktowe wzniesienia oceanu. Niewielkie półtora - dwumetrowe wodne iglice. Żyją kilkanaście sekund. Załamują się. Czasami zmoczą pokład. Te powstające w pasacie są niewielkie. Jeden zajrzał przez luk do kabiny Alczento. Dobrze, że jest ciepło. Szybko wyschnie. Jurand Goszczyński przepłynął sto dziesięć mil. Ma jeszcze do mety tysiąc trzysta. Zszedł prawie do piętnastego stopnia szerokości. Nadszedł ten tydzień w którym lepiej być na południu. Ominąć kolejną strefę cisz i słabych wiatrów. Ludek Chovanec też zszedł w okolice piętnastego stopnia szerokości. W czasie doby przepłynął sto pięć mil. Teraz czas żeglować na zachód.






Wstecz | Dalej
Copyright 2016. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego